Rozświetlanie ciemności
Wielbiciele wspólnego wędrowania po górach, zrzeszeni w Katolickim Klubie Turystycznym „Wędrowiec”, wybrali się 13 grudnia 2025 r. na kolejny odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego.
Pozbierawszy po drodze wszystkich chętnych, wczesnym rankiem dotarliśmy do Nowego Żmigrodu, gdzie nawiedziliśmy Kościół Jubileuszowy Roku 2025, pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Była możliwość spowiedzi i uczestnictwa w Mszy św. We wspomnienie św. Łucji, dziewicy i męczennicy, niosącej światło w mrokach najkrótszych dni, nasz Ojciec Duchowny przypomniał nam, że powinniśmy dawać świadectwo tego, kim jesteśmy i jaka jest nasza wiara.
Takie świadectwo dawał błogosławiony Władysław Findysz, męczennik komunizmu i gorliwy kapłan, który aktywnie działał w obronie wiary tam, gdzie mieszkał i pracował, czyli jako proboszcz w Nowym Żmigrodzie.
Przygotowując się do wyjścia na szlak celebrowaliśmy nieco spóźnione imieniny naszego Przewodnika – Reni. Autobusem podjechaliśmy na przystanek na Przełęczy Hałbowskiej, gdzie zaczynała się trasa naszego kolejnego odcinka GSB. Jednak najpierw podeszliśmy do zbiorowej mogiły ponad 1000 Żydów zamordowanych przez hitlerowców w czasie II wojny światowej.
Chwila zadumy i modlitwy to był czas, aby przypomnieć jak wielkim złem są wszelkiego rodzaju totalitaryzmy. Niszczą zarówno jednostki, czego przykładem jest bł. Władysław Findysz – zamęczony przez komunistów, jak i całe zbiorowości.
Szlak wiódł przez Beskid Niski, w kierunku zachodnim przez ostre podejście na pierwszy szczyt: Kolanin. Tu nieco wypoczęliśmy i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Wędrowaliśmy przez Magurski Park Narodowy. Przez cały dzień towarzyszyła nam piękna słoneczna pogoda.
Jednak po ostatnich opadach i roztopach las był pełen wilgoci i żywicznych zapachów. W okolicy najwyższych szczytów: Świerzowej i Magury w lekkiej mgiełce przesyconej słońcem, powietrze wyglądało jak nasiąknięte mlekiem z miodem. Uroku dodawały białe płaty śniegu, widoczne co chwilę wykwity lodu włóknistego oraz lodowe „włosy wiedźmy” na bukowych gałęziach leżących na ziemi. To ulotne piękno – przedsmak zimy – towarzyszyło nam aż do zejścia nieco niżej, gdzie zaczęła się błotnista, rozmiękła leśna droga. Wszystkie obniżenia były wypełnione wodą. Z każdym krokiem buty zapadały się w gąbczastym podłożu. Na szczęście szlak był bardzo dobrze oznakowany i spoglądając tylko od czasu do czasu na kolejne biało czerwone paski, wykrzykniki i strzałki, zawsze wiedziało się w którą stronę pójść.
Ostatni odcinek to zejście do Bartnego, którego światła były z daleka widoczne. Na szczęście nie musieliśmy długo iść w przemoczonych butach po asfaltowej drodze, bo kierowca podjechał najdalej jak tylko się dało i zabrał nas prawie spod bacówki.
Jeden z najkrótszych dni w roku dostarczył niezapomnianych wrażeń i pokazał, że późnojesienne, a w zasadzie zimowe wędrowanie, po niezbyt wysokich górach, może być wspaniałą przygodą.
Do zobaczenia na kolejnych wyprawach – już w Nowym Roku – 2026.
Agata Dąbal

Więcej zdjęć zobaczysz w naszej galerii.
















