Otuleni mgłą

W połowie listopada Katolicki Klub Turystyczny „Wędrowiec” ponownie zorganizował wyprawę Głównym Szlakiem Beskidzkim.

Pomimo prawdziwie jesiennej aury, w sobotni poranek zebrało się sporo chętnych do wyruszenia na szlak, biegnący przez teren Beskidu Niskiego. Po drodze dosiadali się kolejni uczestnicy wyprawy i na dojeździe do Iwonicza Zdroju był już pełny autobus, a w nim sporo nowych osób, chcących razem przemierzać te niewysokie, ale wyjątkowo klimatyczne góry.

W czasie jazdy słuchaliśmy ciekawych informacji o terenach, po których będziemy wędrować. Nasz Przewodnik – Renia – podzieliła się wiedzą o tym, że Iwonicz Zdrój to jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce. Pierwsze wzmianki o leczniczych walorach tego miejsca opisywał już w 1578 roku Wojciech Oczko, nadworny medyk króla Stefana Batorego. Zanim jeżdżenie „do wód” stało się modne, zdrowotne wartości występujących tutaj wód mineralnych były już szeroko znane i doceniane.

Uczestnikom wyprawy nie było jednak dane zajrzeć do pijalni lub wykąpać się w basenie. W Iwoniczu Zdroju nawiedziliśmy bowiem dobrze znany kościół Matki Bożej Uzdrowienia Chorych i zanurzyliśmy się w Słowo skierowane do nas, rozważając Ewangelię o złym sędzi i ubogiej wdowie. Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać. Trzeba jednak pamiętać, że modlitwa to nie załatwianie swoich spraw u Boga. To uwielbienie i dziękczynienie, a Bóg najlepiej wie czego potrzeba jego wiernym sługom. Nie będzie zwlekał w ich sprawie i prędko weźmie ich w obronę. Zastanawialiśmy się czy my dostrzegamy i doceniamy to działanie Boga. Podstawowe pytanie, na które każdy z nas powinien sobie rzetelnie odpowiedzieć brzmi: czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Trasa piesza jaką pokonaliśmy w czasie tej wyprawy wiodła raz w górę, raz w dół, jak to w Beskidzie Niskim, z wyraźną kumulacją Cergowej – górującej w charakterystyczny sposób nad całym okolicznym terenem.

Z Iwonicza Zdroju poszliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Lubatowej. Początek trasy wiódł po asfalcie, aż do wejścia na leśną drogę prowadzącą na Cergową od strony wschodniej.

Mimo, że jest to Beskid Niski, to miejscami były strome podejścia, a błoto zmieszane z bukowymi liśćmi sprawiało, że było ślisko. Im wyżej wspinaliśmy się tym gęściejsza była mgła, z której wynurzały się bezlistne drzewa. W większości były to buki o najrozmaitszych kształtach. Generalnie każdy gatunek drzewa ma specyficzny pokrój. Tutaj, że względu na zmienne warunki wzrostu buki przybierały bardzo różne kształty: od strzelistych wysoko wyciągniętych, dążących ku słońcu, poprzez niższe, z konarami pokładającymi się przy ziemi jak ogromne węże, aż po karłowate i powykrzywiane wiatrem.

Szliśmy skrajem Rezerwatu Tysiąclecia. W zamglonym powietrzu panowała absolutna cisza, żaden powiew wiatru nie poruszał najmniejszą nawet gałązką. Wilgotny las wypełnił się tysiącem zapachów: żywicznych, grzybnych, ziemistych. Uroku dodawały wychylające się spod liści i mchów kapelusze grzybów oraz ostatnie kwitnące jeszcze maleńkie dzwonki i bodziszki. Modrzewie błyszczały złotymi igłami. Oczyma wyobraźni podziwialiśmy panoramy jakie przy dobrej widoczności można zobaczyć z wieży widokowej na Cergowej.

Schodząc w dolinę Jasiołki czuliśmy jak robi się coraz cieplej i mniej mgliście. Przy szlaku była prawdziwa ptasia stołówka: ogromne ilości owoców tarniny i trochę czerwonego głogu. Przebieg szlaku w rejonie Nowej Wsi został nieco zmieniony ze względu na budowę trasy S19, jednak bez problemu dotarliśmy do Pustelni św. Jana z Dukli na górze Zaśpit. Tu czekała na nas otwarta kaplica i źródełko z wodą. Był czas na nawiedzenie miejsca, odpoczynek i pamiątkowe zdjęcie.

Kolejny odcinek trasy wiódł do Chyrowej i prowadził przez las. Staraliśmy się wykorzystać każdą chwilę końcówki dnia. Przed zmrokiem doszliśmy do dróg biegnących przez wieś.

Ostatni odcinek szlaku prowadził żwirową drogą, wijącą się doliną i korytem potoku. W dali widać było światła pełnej życia wsi. Na szlaku panował jednak spokój i słychać było tylko chrzęst szutru pod butami, albo rozchlapującą się wodę przy przechodzeniu przez brody na potoku. Z mroku i mgły wyłaniały się tajemniczo zarośla i drzewa oraz zarysy zabudowań. Czasem przybliżały się do nas krowy będące na pastwiskach i słychać było dźwięczące dzwonki.

Gdy wydawało się, że jeszcze czeka nas sporo drogi, zamajaczyła charakterystyczna sylwetka cerkwi w Chyrowej, oznajmiając, że pora wyjść na główną drogę, gdzie czekał na nas autobus.

W drodze powrotnej rozpadało się, a w Rzeszowie czekał na nas deszcz. Tak zakończył się XIV etap GSB, który przemierzyliśmy 15 listopada 2025 r.

Kolejna wędrówka prawie za miesiąc, bo 13 grudnia 2025 r. – także po Beskidzie Niskim.

Agata Dąbal

Więcej zdjęć zobaczysz w naszej galerii.

Opublikowano dnia: 04.01.2026