Jesiennie
Wędrowcy z Katolickiego Klubu Turystycznego wyruszyli na kolejną wyprawę 18 października 2025 r. W wypełnionym po brzegi autobusie, byli wszyscy, którym w sobotni ranek chciało się chcieć wyjść z łóżka, zebrać co potrzebne do wyjazdu i punktualnie stawić na miejsce zbiórki. Było to tym trudniejsze, że prognozy nie napawały optymizmem, wieszcząc deszcz, mgły i generalnie jesienną pluchę. Jednak planowane przejście kolejnego etapu Głównego Szlaku Beskidzkiego w scenerii jesiennych Bieszczadów stanowiło wystarczający bodziec, aby wstać i iść.
Dojechaliśmy do Kołonic wczesnym, mokrym i zamglonym rankiem. Nawiedzając tamtejszy kościół w przeddzień tygodnia misyjnego modliliśmy się i słuchaliśmy Słowa, w którym na kanwie zwykłych codziennych spraw święty Paweł pisze do Tymoteusza, że Pan stanął przy nim i wzmocnił go, żeby się dopełniło głoszenie Ewangelii i aby wszystkie narody ją posłyszały. Święty Łukasz Ewangelista, którego święto obchodzone było w tę sobotę, także w swoim Dziele pisał o pójściu do każdego miasta i miejscowości, aby nieść nowinę o Chrystusie. Jednak samo chodzenie i mówienie to za mało. Musimy pamiętać, że dawanie świadectwa jest drogą do ewangelizacji.
Przy wyjściu z Kościoła powitały nas przebłyski słońca, które jednak szybko zniknęły pod naporem ciemnych chmur i gęstej mgły. Niebawem po wyjściu na szlak trzeba było ubrać peleryny, rozłożyć parasole i chronić się przed deszczem. Bieszczadzka rozjeżdżona droga szybko napełniła się błotnistą mazią, a zimny wiatr szybko wychładzał na postojach. W takich, prawdziwie imprezowych warunkach, dotarliśmy do Jawornego, gdzie przestało padać.
W ciągu kolejnych godzin pogoda była coraz lepsza. W drodze na Chryszczatą coraz częściej można było podziwiać liście złocące się w jesiennym słońcu i błękitne niebo. W takiej scenerii będącej marzeniem każdego bieszczadzkiego wędrowca zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie oraz uczciliśmy najwytrwalszych – czyli zdobywców Brązowego i Srebrnego Wędrowca.
Zejście z Chryszczatej wymagało sporo uwagi i ostrożności. Stroma ścieżka przyrodnicza była miejscami pokryta maślanym błotem. Nasze upaprane buty oraz ślady błotnistej mazi na niektórych ubraniach dobitnie świadczyły o bliskim kontakcie z rozmokłą, gliniastą ziemią. Tym cenniejszy był potok na dojściu do asfaltowej drogi. Wielu z nas skorzystało z wartko płynącej wody, aby umyć buty i generalnie doprowadzić się do porządku.
Ostatni odcinek trasy prowadził do Bystrego i wiódł wzdłuż drogi, przy której były tablice informacyjne ze zdjęciami i opisami dotyczącymi I wojny światowej. Oprócz historii można było także zapoznać się z ciekawostkami przyrodniczymi tych terenów: gołoborzami oraz studzienką z wodą arsenową.
Do pełni szczęścia przyczyniły się wspaniałe widoki prawdziwie bieszczadzkiej kolorowej jesieni, w czerwieni buków, zieleni świerków i jodeł oraz złocie brzóz, jesionów i klonów. W blasku zachodzącego słońca i błękitnym niebie, wracaliśmy z radością do autobusu.
Jak to bywa jesienią taka piękna aura nie trwała długo. W drodze powrotnej znów sprawdziły się prognozy i zaczęło padać. Pomimo takich niesprzyjających warunków, wróciliśmy szczęśliwie i bezpiecznie do naszych domów.
Każdego spragnionego dalszych wrażeń zapraszamy na kolejny wyjazd – już 15 listopada 2025 r. będziemy znowu szukać złotej polskiej jesieni. Tym razem w Beskidzie Niskim, na kolejnym etapie Głównego Szlaku Beskidzkiego.
Agata Dąbal

Więcej zdjęć zobaczysz w naszej galerii.
















